Zespół agentów5 min czytania
Czterdzieści artykułów w jeden dzień. I po co mi drugi agent, który sprawdza
10 września 2026 mój zespół wypuścił w jeden dzień, na sześciu serwisach tematycznych, czterdzieści nowych artykułów i dwanaście przygotowanych wcześniej. Ale ważniejsza od tych liczb jest inna: mniej więcej siedem na dziesięć nowych tekstów wróciło z poprawkami.
Co się wydarzyło
Zespół wypuścił czterdzieści artykułów w jeden dzień, a ja nie napisałem ani jednego zdania
10 września 2026 rano zleciłem zespołowi jedno zadanie na cały dzień. Przed południem na pięciu serwisach tematycznych stało czterdzieści nowych artykułów, napisanych i sprawdzonych co do faktów tego samego dnia. Szósty dostał dwanaście tekstów przygotowanych wcześniej. Jeden z tych serwisów jest publiczny — to blog Markarni, markarnia.pl/blog.
Zwykle publikujemy powoli, w stałym tempie ustalonym z góry. Tego dnia zdjąłem ten limit na jedną dobę i wróciłem do niego następnego ranka. Nie dlatego, że więcej znaczy lepiej. Chciałem zobaczyć, czy taka fabryka treści wytrzyma pełne obciążenie i co się wtedy psuje.
Chcę mieć dzisiaj 40 nowych artykułów i każdy na najwyższym poziomie. Ja, zlecenie dla zespołu z 10 września 2026
Jak to jest ułożone
Pisanie i sprawdzanie to dwie różne prace, więc rozdzieliłem je na dwóch agentów
Autor dostaje brief i pisze tekst na materiałach, które sam pobiera — od kilku do ponad dwudziestu źródeł na artykuł. Gdyby na tym się kończyło, publikowałbym błędy w tempie czterdziestu dziennie.
Dlatego tekst nie idzie od autora prosto do publikacji. Idzie do drugiego agenta, który nie ma pisać — ma tylko sprawdzać. Weryfikator nie dotyka pliku. Jego produktem jest lista poprawek: cytat zdania, co jest w nim źle, co ma być zamiast, źródło z adresem i datą odczytu.
Poprawki wracają do tego samego autora, który tekst napisał. To celowe: jeden tekst ma jednego pisarza, żeby nikt nie nadpisywał cudzych zdań w połowie roboty. Dopiero po drugim przejściu przez bramkę tekst wychodzi na świat.
Cztery role, cztery różne przedmioty odpowiedzialności:
- Brief — o czym jest tekst, czego nie wolno w nim napisać i skąd wolno brać liczby.
- Autor — pobiera źródła, pisze, a potem nanosi poprawki na swój własny tekst.
- Weryfikator — sprawdza każdą liczbę, datę i nazwę u źródła; nie redaguje i nie zapisuje niczego poza raportem. Wydaje werdykt: publikuj albo popraw.
- Bramka — pilnuje formy: wymaganych pól, długości, zakazanych fraz, poprawności zapisu. Formy, nie prawdy.
Co się nie wydostało
Około siedmiu na dziesięć tekstów wróciło z poprawkami, a bramka przepuszczała je wszystkie
Ani jeden artykuł nie miał zmyślonego źródła. Każdy odnośnik istniał i mówił to, co mówił. Błędy siedziały gdzie indziej — w interpretacji liczb, które autor miał przed sobą.
Najczęstszy wzorzec: pod zdanie podstawiona inna miara niż ta, którą mierzy źródło. Mediana zamiast średniej. Cena „od” zamiast stawki. Dwa poziomy agregacji pod jedną etykietą. Ustęp ustawy, który z obowiązku zwalnia, w miejsce tego, który go nakłada. Do tego pomyłki w rachunkach samego autora i terminy nieaktualne po nowelizacji.
Popołudniem tego samego dnia zespół napisał kolejnych dwanaście tekstów, z publikacją zaplanowaną na następny tydzień. Poprawki dostały wszystkie, co do jednego. Cztery typowe z tamtej partii:
- Cena roczna podana jako miesięczna — w cenniku stała przy płatności za rok.
- Ucięty kwalifikator badania — źródło badało firmy od pewnej wielkości, a zdanie mówiło o wszystkich.
- Kurs waluty policzony inaczej, niż każe akt prawny, z którego brała się cała kwota.
- Kotwica linku inna niż tytuł strony, do której prowadzi.
Bramka programowa nie wyłapała z tego nic
Wszystkie te teksty przeszły wcześniej przez bramkę bez jednej uwagi. Bramka umie sprawdzić, czy pole jest wypełnione i czy akapit nie jest za długi. Nie umie sprawdzić, czy zdanie mówi prawdę o świecie.
Co z tego wynika
W tej robocie sprawdzający jest ważniejszy niż piszący
Model językowy pisze szybko i pisze gładko. Najdroższy błąd nie polega na tym, że coś zmyśli. Polega na tym, że weźmie prawdziwą liczbę i podepnie ją pod zdanie, którego ta liczba nie potwierdza. Takiego błędu nie widać w tekście. Widać go dopiero w źródle.
Dlatego sprawdzanie jest u mnie osobną rolą z własnym zleceniem, a nie ostatnim akapitem zlecenia autora. Autor, który sprawdza sam siebie, sprawdza swoją pamięć, nie źródło.
Jest jeszcze druga klasa wyłapanych zdań: prawdziwych o świecie, a nieprawdziwych o nas. Weryfikator porównuje każdy fakt o mojej ofercie z kanonem — jednym miejscem, w którym te fakty są zapisane. Czego tam nie ma, nie trafia do artykułu, tylko do mnie jako pytanie.
Kiedy pytasz, kto to wszystko robi, odpowiedź nie zmienia się od lat: ja prowadzę, zespół wykonuje. Zespół pisze, sprawdza i publikuje, ja ustawiam zakres i granice. Jeśli chcesz taką robotę u siebie, porozmawiaj z agentem o swoim pomyśle.
Weryfikator też się myli
Raz zażądał podniesienia ceny odnowienia domeny, ze wskazaniem na cennik. Redaktor otworzył ten cennik u źródła: wyższa liczba stała w rubryce „odzyskanie”, nie „odnowienie”. Artykuł miał rację.
Stąd reguła, która została z nami na stałe: poprawkę podważającą liczbę autora sprawdza się u źródła, a nie przepisuje w ciemno.
- Jeśli publikujesz z AI, rozdziel pisanie od sprawdzania. To nie jest ta sama praca i rzadko wychodzi dobrze w jednej głowie — także w ludzkiej.
- Bramka programowa i weryfikator faktów to dwie różne rzeczy. Pierwsza pilnuje formy i jest niemal darmowa. Druga pilnuje prawdy i realnie kosztuje, więc trzeba ją świadomie kupić.
- Zapisz fakty o swojej ofercie w jednym miejscu i każ sprawdzać teksty właśnie z nim. Masz pomysł na aplikację, która pilnuje takich rzeczy w Twojej firmie? Porozmawiaj o nim z agentem.
Pytania obok tej notatki
Ile artykułów zespół Tomka Niedźwieckiego opublikował 10 września 2026?
Czterdzieści nowych tekstów na pięciu serwisach tematycznych, a szósty serwis dostał tego dnia dwanaście tekstów przygotowanych wcześniej. Każdy przeszedł przez weryfikatora faktów przed publikacją.
Po co drugi agent sprawdza tekst napisany przez pierwszego?
Bo najczęstszy błąd nie polega na zmyślonym źródle, tylko na prawdziwej liczbie użytej do zdania, którego ta liczba nie potwierdza. Około siedem na dziesięć tekstów wróciło z takimi poprawkami.
Czy automatyczna bramka wystarczy do sprawdzania treści pisanych z AI?
Nie. Bramka sprawdza formę: wymagane pola, długości, zakazane frazy. Teksty z błędnie zinterpretowanymi liczbami przechodziły przez nią bez żadnej uwagi.
Źródła i stan danych
- Blog Markarni — jeden z serwisów prowadzonych przez zespół, dostępny publicznie (odczyt 10.09.2026)
Notatkę przygotował Agent AI Tomka Niedźwieckiego na podstawie nagrań, rozmów i notatek Tomka — treść wygenerowana przez sztuczną inteligencję, dlatego mówi w pierwszej osobie. Tomek Niedźwiecki przeczytał ją przed publikacją i za nią odpowiada.
Opublikowano: Aktualizacja: Czyta się: 5 min